Hejka koty !
Dzisiaj mam tak nieziemsko dobry humor, że aż głowa mała :D. Zwolniło się miejsce i w ostatniej chwili dołączyłam się do wycieczki z inną klasą na której będzie ON (♥).
Post na szybko, dużo załatwiania (przekroczymy granice paszport i te sprawy). Mam nadzieje że spale trochę kcal chodząc po górach ;D. Nie wiem kiedy znowu napiszę, jutro chyba nie zdążę bo wyjeżdżamy w niedziele a wracamy przed Bożym Ciałem, ale obiecuję że jak wrócę nadrobię zaległości, komentarze i bilanse.
By the way dzisiaj nie było źle na obiad pieczony łosoś więc tragedii nie ma ;)
Trzymajcie się ciepło już za wami tęsknię! :*
piątek, 13 czerwca 2014
czwartek, 12 czerwca 2014
so tired...
Mały sukces - tak jak postanowiłam wczoraj już nic nie zjadłam! Jednak dzisiaj nie czułam się najlepiej. Może dlatego że wczoraj przejechałam sporo na rowerze, nie mam pojęcia. Słabo mi, o ćwiczeniach nie ma mowy. Poza tym mam okres i boli mnie brzuch - podsumowując dzień niezbyt udany.
Postanowiłam że zjem cały obiad w celu uniknięcia ewentualnego jojo po weekendzie (a wiadomo co ja głupia wymyślę?). Duszone mięso z kurczaka z ryżem, brokułami i jogurtem naturalnym - nie ma tragedii, nic smażonego i niedozwolonego. Jednak po obiedzie strasznie dziwnie się czułam, muliło mnie, mało nie zwymiotowałam. To chyba dobrze...
Poza tym trochę zmieniam strategię. Dziennie będę jadła maksymalnie do 750 kcal (obliczyłam to z tej strony http://calcoolator.pl/dzienny_kalkulator_kalorii.html). Jest to liczba kcal jaką muszę przyjmować przy zerowym wysiłku fizycznym alby schudnąć 1 kg tygodniowo. Stwierdziłam, że nie ma co na siłę unikać tych obiadów (przynajmniej na razie przecież to dopiero mój 4 dzień diety a moja mama nigdy nie gotowała tłusto). Jeżeli natrafi się okazja (np. jak z tym obiadem wczoraj) to po prostu bilans wyjdzie niższy, ważne żeby nie przekroczyć granicy. Będę się starała jeść mniej na początku tygodnia a więcej na weekendzie (wiadomo imprezy i te sprawy a alko też przecież ma kalorie), żeby uniknąć "szoku" dla mojego organizmu i efektu jojo.
BILANS:
*śniadanie 100 kcal
*obiad 60 + 15+ 150 + 110 = 335 kcal
* truskaaaawki :3 90 kcal
RAZEM: 525 kcal
Czyli zostało mi jeszcze 225 kcal - spokojnie mogłabym zjeść serek wiejski i jeszcze zostało by jakieś 70 kcal, ale jakoś nie mam ochoty na nic, może jutro spróbuję - w końcu regularność posiłków też jest ważna.
PS. Orientuje się może któraś z was ile kalorii mają pierogi ze szpinakiem i serem feta? Albo samo ciasto do pierogów? Z góry dzięki ;)
A i jeszcze przypomniało mi się że w poniedziałek rano dzień ważenia! Dzisiaj czwartek czyli jestem w połowie drogi (jak nie zawale weekendu powinno być dobrze). Szczerze to trochę się boję ale i zżera mnie ciekawość ;P
Postanowiłam że zjem cały obiad w celu uniknięcia ewentualnego jojo po weekendzie (a wiadomo co ja głupia wymyślę?). Duszone mięso z kurczaka z ryżem, brokułami i jogurtem naturalnym - nie ma tragedii, nic smażonego i niedozwolonego. Jednak po obiedzie strasznie dziwnie się czułam, muliło mnie, mało nie zwymiotowałam. To chyba dobrze...
Poza tym trochę zmieniam strategię. Dziennie będę jadła maksymalnie do 750 kcal (obliczyłam to z tej strony http://calcoolator.pl/dzienny_kalkulator_kalorii.html). Jest to liczba kcal jaką muszę przyjmować przy zerowym wysiłku fizycznym alby schudnąć 1 kg tygodniowo. Stwierdziłam, że nie ma co na siłę unikać tych obiadów (przynajmniej na razie przecież to dopiero mój 4 dzień diety a moja mama nigdy nie gotowała tłusto). Jeżeli natrafi się okazja (np. jak z tym obiadem wczoraj) to po prostu bilans wyjdzie niższy, ważne żeby nie przekroczyć granicy. Będę się starała jeść mniej na początku tygodnia a więcej na weekendzie (wiadomo imprezy i te sprawy a alko też przecież ma kalorie), żeby uniknąć "szoku" dla mojego organizmu i efektu jojo.
BILANS:
*śniadanie 100 kcal
*obiad 60 + 15
PS. Orientuje się może któraś z was ile kalorii mają pierogi ze szpinakiem i serem feta? Albo samo ciasto do pierogów? Z góry dzięki ;)
A i jeszcze przypomniało mi się że w poniedziałek rano dzień ważenia! Dzisiaj czwartek czyli jestem w połowie drogi (jak nie zawale weekendu powinno być dobrze). Szczerze to trochę się boję ale i zżera mnie ciekawość ;P
środa, 11 czerwca 2014
Wagary!
Zgadza się, jestem złym dzieckiem i nie poszłam do szkoły ;) Wbrew pozorom nie było to coś miłego...
Ogólnie dzień zaczął się dobrze, 2 kromki chlebka chrupkiego i plasterek sera do tego jakaś sałata - to co zwykle na luzie jakieś 100 kcal. Potem poszłam do koleżanki i skusiłam się na kawę z mlekiem - dobra jeszcze znośnie. Stwierdziła też że nad wodą zgłodniejemy i zjadłam pół mozzarelli i pomidora (!!). Okej jedziemy nad zalew (pocieszeniem jest to że spaliłam trochę kcal w ten upał).
Dotarłyśmy - a tak jak na złość - każdy czipsy, lody, zapiekanki, cola, hamburgery, frytki i wszystko inne co można znaleźć w sklepie. W tej chwili zapaliła mi się czerwona lampka w głowie - co teraz kurwa? Ściska mnie w żołądku, każdy proponuje gryza, dziaba, liza, łyka. A ja co? Ojebałam całe jabłko! Nie jest to dużo kcal ale przecież jadłam mozzarelle! Mogłam wytrzymać ale nie dałam rady... A przede mną kolejne wyzwanie - RODZINNY OBIAD <- mój największy koszmar!!
Wracam ze "szkoły", nikogo nie ma. Na stole kartka z napisem odgrzej sobie spagetti będę koło 18 , mama. Odruchowo, bez zastanowienia ubrudziłam talerz, posypałam serem a resztę wyrzuciłam. Z jednej strony się cieszę - miałam dużo szczęścia że jej nie było! Ale z drugiej, wyrzucanie jedzenia... Nie czuję się z tym dobrze... Zamiast obiadu wypiłam jeszcze jedną kawę (tym razem dałam mniej mleka ;P).
Jest dopiero 16 ale mam ambitny plan żeby już nic dzisiaj nie zjeść. Czy mi się uda? Nie mam pojęcia, jutro wam napiszę ;)
BILANS
*śniadanie - 100 kcal
*nieszczęsna mozzarella - 160 kcal
*kawa z mlekiem - 70 kcal
*jabłko - 40 kcal
*kawa -30 kcal
RAZEM: 400 kcal
Ogólnie dzień zaczął się dobrze, 2 kromki chlebka chrupkiego i plasterek sera do tego jakaś sałata - to co zwykle na luzie jakieś 100 kcal. Potem poszłam do koleżanki i skusiłam się na kawę z mlekiem - dobra jeszcze znośnie. Stwierdziła też że nad wodą zgłodniejemy i zjadłam pół mozzarelli i pomidora (!!). Okej jedziemy nad zalew (pocieszeniem jest to że spaliłam trochę kcal w ten upał).
Dotarłyśmy - a tak jak na złość - każdy czipsy, lody, zapiekanki, cola, hamburgery, frytki i wszystko inne co można znaleźć w sklepie. W tej chwili zapaliła mi się czerwona lampka w głowie - co teraz kurwa? Ściska mnie w żołądku, każdy proponuje gryza, dziaba, liza, łyka. A ja co? Ojebałam całe jabłko! Nie jest to dużo kcal ale przecież jadłam mozzarelle! Mogłam wytrzymać ale nie dałam rady... A przede mną kolejne wyzwanie - RODZINNY OBIAD <- mój największy koszmar!!
Wracam ze "szkoły", nikogo nie ma. Na stole kartka z napisem odgrzej sobie spagetti będę koło 18 , mama. Odruchowo, bez zastanowienia ubrudziłam talerz, posypałam serem a resztę wyrzuciłam. Z jednej strony się cieszę - miałam dużo szczęścia że jej nie było! Ale z drugiej, wyrzucanie jedzenia... Nie czuję się z tym dobrze... Zamiast obiadu wypiłam jeszcze jedną kawę (tym razem dałam mniej mleka ;P).
Jest dopiero 16 ale mam ambitny plan żeby już nic dzisiaj nie zjeść. Czy mi się uda? Nie mam pojęcia, jutro wam napiszę ;)
BILANS
*śniadanie - 100 kcal
*nieszczęsna mozzarella - 160 kcal
*kawa z mlekiem - 70 kcal
*jabłko - 40 kcal
*kawa -30 kcal
RAZEM: 400 kcal
wtorek, 10 czerwca 2014
"If you can dream it, you can do it."
Skwar nieziemski, wszyscy noszą spodenki a ja duszę się w długich dżinsach...
Dlaczego wcześniej nie znalazłam w sobie siły na anę?
BILANS:
*śniadanie <kanapeczka i truskawki > ok. 150 kcal
*obiad - powtórka z rozrywki - gołąbki :'( - ok 400 kcal!!!
* truskaaaawki :D - ok 80 kcal
RAZEM: 630 kcal
Więcej niż wczoraj :( Jestem za słaba..
Jako ćwiczenia zaliczam rolki, jeździłam sporo jakieś 2 godziny ;)
Dlaczego wcześniej nie znalazłam w sobie siły na anę?
BILANS:
*śniadanie <kanapeczka i truskawki > ok. 150 kcal
*obiad - powtórka z rozrywki - gołąbki :'( - ok 400 kcal!!!
* truskaaaawki :D - ok 80 kcal
RAZEM: 630 kcal
Więcej niż wczoraj :( Jestem za słaba..
Jako ćwiczenia zaliczam rolki, jeździłam sporo jakieś 2 godziny ;)
poniedziałek, 9 czerwca 2014
"Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku"
Nowy tydzień, nowy blog, nowe życie.
Przeszłość zostawiam za sobą, przyszłością się nie martwię, skupiam się na tym o teraźniejsze. Czysta kartka.
Małymi kroczkami do celu.
Lato tuż tuż a ty nadal gruba! - ta myśl nie daje mi spokoju. Ale nie tracę nadziei w dwa tygodnie można zrobić dużo - w każdym bądź razie lepiej jest robić "coś" niż nie robić nic i narzekać.
Mama "patrzy" o głodówce nie mam mowy. Przynajmniej nie teraz. Bilans jest jaki jest - widziałam lepsze (od razu zaznaczam, że nie jestem mistrzem pisania bilansów ;) nie znam się na produktach i przeliczaniu na gramy, ale zawszę wolę zawyżać niż zaniżać bilanse - tak na oko ).
BILANS
* śniadanie : <dwie kanapeczki serem> - ok 100 kcal
* obiad: <gołąbki :( > - ok. 400 kcal !!!!!
* plus: <jabłko> - ok 40 kcal
RAZEM : 540 kcal
Mogło być lepiej, dużo lepiej wiem. Ale na razie nie mam odpowiednich warunków. Co innego w lipcu - już się nie mogę doczekać żeby nic nie zjeść przez cały dzień! Niestety trzeba stwarzać pozory. + wybaczcie te gołąbki dodam na usprawiedliwienie że starałam się jak najwięcej rozwalić na talerzu :/.
Oczywiście nie ma opierdalania ćwiczenia codziennie ;) Dzisiaj zaliczony turbo z Chodakowską.
Uda mi się! Musi się udać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





